Artykuły

O zakład z Babcią

Ze Stanisławem Kolbuszem, prezesem Stowarzyszenia EkosystEM – Dziedzictwo Natury, rozmawia Irena Fober.

— Skąd wzięły się duże litery EM w nazwie stowarzyszenia?
— Skrót oznaczający efektywne mikroorganizmy jest wyrazem uznania dla japońskiego profesora Teruo Higi, twórcy koncepcji pożytecznych mikroorganizmów o właściwościach probiotycznych. Cały świat mikroorganizmów, który składa się nie tylko z bakterii i wirusów, ale także z grzybów, drożdży czy promieniowców (Actinobacteria), jest to trzyczęściowy układ grup wzajemnie wpływających na siebie. Zaledwie kilka procent populacji mikroorganizmów steruje swoim metabolizmem w pożytecznym, probiotycznym kierunku, czyli wzmacnia kondycję roślin, zwierząt i ludzi. Druga grupa, tej samej wielkości, mówiąc najogólniej, odpowiada za rozwój chorób. Natomiast zdecydowana większość świata mikroorganizmów dostosowuje swój metabolizm do dominanty w środowisku. Te mikroorganizmy zawsze się podporządkują i pójdą za przywódcą, przestawiając swoje procesy życiowe w kierunku prozdrowotnym lub chorobotwórczym.

— W jaki sposób „mikroprzywódca” potrafi przekonać do siebie tłum oportunistów?
— Porozumiewają się one świetnie w swoim „rodzie”, jak i całym narodzie mikroorganizmów. Fakultatywne mikroorganizmy mogą być przyjazne, zarówno dla grupy probiotycznych, jak i patogennych. Zapewne język chemiczny, z którego korzystają, pozwala im szybko rozpoznawać dominujący kierunek w danym ekosystemie. Dlatego precyzyjnie stwierdzają „przyjazność” i przyłączają się. Wiedza, w którym momencie pożyteczne mikroorganizmy są w stanie zdobyć większość, otwiera drogę do bioasekuracji. Jest to alternatywa dla dezynfekcji i biobójczości. Probiotyki już dzisiaj coraz częściej traktuje się jako skuteczną prewencję.

— I nawet nie mamy oporów, żeby zażywać modne „preparaty osłonowe” zawierające wyselekcjonowane mikroorganizmy.
— Świat nauki doszedł do tego, że probiotyk należy się człowiekowi i zwierzęciu. Ale gdy mówimy, że szczególnie trzeba go podać także glebie, by wzmocnić odporność rośliny, wywołuje to co najmniej wątpliwość, jeśli nie głośne „nie!” Kiedy mówimy, że należy wprowadzać do powietrza – znowu opór. A przecież „probiotyki” skutecznie już likwidują np. uciążliwe odory.

— Skąd możemy wziąć pożyteczne mikroorganizmy?
— Prof. Higa poprosił mikrobiologów, żeby w dobrej, próchnicznej glebie „złapali” pożyteczne mikroorganizmy. Kolejnymi miejscami, które wskazał do łowów, był żwacz zdrowej krowy oraz kwaśne mleko. Mikrobiolodzy wybrali ponad 80 szczepów, zawsze zdeterminowanych, żeby iść w pożytecznym kierunku. Sztuka prof. Higi polegała na tym, żeby z tych 80 dowódców, zachowujących się jak wolne, niezależne mustangi, wybrać takie rumaki, które posłusznie dadzą się wpiąć do zaprzęgu. Udało mu się wyselekcjonować bodaj 7 takich szczepów. Jego uczeń Mathew Wood z Kansas City opracował trzy kultury mateczne, w których potrafił już połączyć dobroczynność kilkudziesięciu szczepów mikroorganizmów. Korzystając z amerykańskiej licencji, firma ProBiotics z Bratuszyna wytwarza PrioBio Emy i będzie wytwarzała kultury mateczne.

— Jaki jest cel Stowarzyszenia?
— Chcemy pokazać siłę naturalnych technologii. Cyprian Kamil Norwid zadał pytanie, czy ludzkość chce iść ścieżką postępu czy podstępu? Postęp dzieje się wówczas, kiedy myśl ludzka tworząca technosferę, powstaje z dekodowania biosfery. Podstęp – gdy kreowana przez człowieka technosfera podporządkowuje sobie biosferę. I dodawał, że liczba, wielkość, mnogość na pewno mogą być jednostką miary, ale nie tam, gdzie chodzi o jakość. Jaki to bowiem sukces, który liczy mleko w tysiącach litrów od krowy rocznie, a tymczasem mleko to ma coraz mniejszą wartość odżywczą? Dlaczego zażywamy suplementy? Dlatego, że plony są coraz uboższe w ultra-, mikro- i makroelementy czy witaminy. Taki jest miraż postępu. Blisko jedna czwarta wszystkich istnień na kuli ziemskiej wybrała sobie glebę, jako miejsce do życia. Zdrowa gleba musi mieć odpowiednią strukturę. Dzisiaj gleba jest zwięzła, zgnieciona, została zamieniona w kadź związków chemicznych. Jeśli przywrócimy strukturę gruzełkowatą gleby, to można wprowadzać znacznie mniej szkodliwego dla środowiska azotu. Gleba, na którą rzucono ziarno, to przecież nic innego, jak łożysko, macica. Odpowiedzialna matka w stanie błogosławionym, nie korzysta z syntetycznej chemii. Ale na świecie nie ma katedr żywienia gleby, czyli żywienia mamy, są tylko katedry żywienia roślin. Kiedyś uprawianie gleby polegało na tym, żeby ją zdrowo dokarmiać. Czy do tego trzeba odkryć naukowych? Wystarczy zdekodować dobre praktyki rolnicze zapisane w tradycji chłopskiej.

Wszystko to wiedziała moja babcia, choć nie skończyła żadnej szkoły. Jeszcze jako uczeń technikum założyłem się z babcią, że plon z kawałka pola, który posypię nawozem azotowym, będzie wyższy. I wygrałem. I tak aż do 2005 r. sądziłem, że wyuczona agrotechnologia, oparta na nawozach i środkach chemicznych, jest słuszną drogą dla postępu ludzkości.

— A jednak…
— Tylko wówczas nie wiedziałem, że wygrałem… dzięki babci, której gleba była nadzwyczaj próchniczna i o jej kondycji rozstrzygały roje mikroelementów. Gdy dostarczyłem im niewielką ilość azotu, one go wbudowały w swój organizm, a ponieważ żyją krótko, to jak swoisty catering zostawiły roślinom aminokwasy, witaminy, ultra-, mikro i makroelementy. Nieduża ilość chemii jest sensowna, lecz tylko w określonych warunkach. Im więcej sypiemy nawozów, tym bardziej utleniamy glebę i niszczymy w niej życie.

— Jak zatem możemy ożywić glebę?
— Prof. Lesław Zimny z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu proponuje biologizację rolnictwa, jakkolwiek określenie to spotyka się z dużym oporem, ponieważ ziemię biologizowali prymitywni ludzie – weźmy na przykład terra preta, bogatą w próchnicę czarną ziemię Indian w dorzeczu Amazonki – natomiast my, wyżej cywilizowani ludzie, chemizujemy rolnictwo.

Do biologizacji służą probiotyki, żywe kultury mikroorganizmów, które przywracają dobrą kondycję organizmu gospodarza. Probiotyk jest potrzebny, by te dwie siły, od których zaczęliśmy naszą rozmowę – pożyteczne mikroorganizmy i patogenny – zaczęły żyć we właściwej harmonii i korzystnej dla nas proporcji. Drugim narzędziem są prebiotyki, czyli karma, która uaktywnia życie probiotycznej mikroflory. Taką funkcję spełniają np. mielone skały, ale na pewno nie syntetyczne nawozy.

Razem z probiotykami musimy dostarczać materię organiczną, a więc śródplony i poplony, nie wolno też spalać słomy. Co z ziemi wyszło, do ziemi powinno wrócić. Trzeba znaleźć sposób na to, żeby ziemia jak najkrócej była odkryta, ponieważ słońce wysusza, a promienie UV zabijają życie. To są stare i banalne prawdy. Dlaczego więc nie chcemy tej wiedzy upowszechniać?

— Czy ktoś w Polsce stosuje pożyteczne mikroorganizmy?
— Tylko w naszym Kręgu ZDROWA ZIEMIA jest ok. 28 tys. zarejestrowanych użytkowników. Szacuję, że w sumie jest ich w Polsce już ok. 50 tys. Niektórzy krytykują nas, że sprzedajemy jakieś placebo… Jan Marczakiewiecz, mój kolega, z którym studiowałem, a którego nazywamy ojcem chrzestnym probiotechnologii, dzierżawi od SGGW blisko pięciusethektarowe gospodarstwo RZD (rolniczy zakład doświadczalny – red.) w Chylicach koło Grodziska Mazowieckiego. Proszę go zapytać, czy sobie wyobraża, żeby prowadził gospodarstwo, w którym intensywnie uprawia ziemniaki i kukurydzę, bez kompozycji pożytecznych mikroorganizmów? W ciemno pani odpowiem, że nie.

— To jakie ma z tego korzyści?
— Wszystko ma tańsze. W rolniczej spółdzielni produkcyjnej innego mojego kolegi ze studiów z roku na rok jest coraz gorzej, w glebie jest coraz mniej dostępnych dla roślin składników. A u niego, chociaż ma tylko 45% gruntów czwartej klasy, a 55% piątej i szóstej, przybywa składników odżywczych. Zamiast dedykowanych 800 kg NPK (wieloskładnikowe nawozy mineralne zawierające azot, fosfor i potas – red.) w czystym składniku na hektar uprawy ziemniaka, stosuje nie więcej niż 170 kg. Ale do tego dodaje na hektar ok. 80 l ProBio Emów. Dzięki probiotycznym mikroorganizmom osiąga bardzo dobre efekty, dodając niewielką ilość nawozów. Mikroorganizmy nie są cudotwórcami. Azot i węgiel potrafią wziąć z powietrza, ale resztę pierwiastków trzeba im dostarczyć. To jest tak, jak zakład z moją babcią – ograłem ją tylko dlatego, że w glebie, o którą przez całe życie dbała, było dużo dobroczynnej mikroflory. Właśnie ta mikroflora niewielkie wówczas ilości dostarczonego NPK przekształciła w łatwo dostępne dla rośliny związki – aminokwasy, witaminy itd.

— Dziękuję za rozmowę.

Probio Emy wykorzystuje się w rewitalizacji środowiska w oczyszczalniach, w zbiornikach wodnych, po podtopieniach, powodziach, pogorzeliskach itp. Mają atest Państwowego Zakładu Higieny. Stosowano je podczas powodzi w 2010 r. do regeneracji pól i eliminacji pleśni w budynkach magazynowych, hodowlanych i mieszkalnych. Uratowały od pleśni podtopiony dwa razy kościół w Wilkowie. Wystarczy wlać je w odpowiedniej ilości do studni, żeby przywrócić wodę do użytku.